Spojrzałam ospale na wyświetlacz telefonu. Uff, jeszcze pięć minut i koniec lekcji. Nareszcie !
-Hej, ferajna ! Proszę jeszcze o chwilę uwagi. Przypominam, że dzisiaj o 19 jest koncert w filharmonii. Zapraszam szczególnie osoby z zagrożeniami na koniec semestru.- powiedział pan Luke i spojrzał na mnie. - myślę, że niektórym w tej klasie się to przyda. Koniec lekcji, możecie wychodzić.
Spakowałam szybko swoje rzeczy do torby i spojrzałam na Annie, moją przyjaciółkę od dziecka.
-Poszłabyś ze mną do tej głupiej filharmonii? - spytałam i zrobiłam oczy kota ze Shreka.- pójdziemy potem na imprezę do Louisa. - zobaczyłam, że w oczach mojej przyjaciółki pojawił się błysk.
Annie od dawna podoba się Louis Tomlinson, starszy od nas o dwa lata kumpel mojego brata. Zawsze, gdy go zobaczy, rumieni się i chowa twarz w dłonie, aby przypadkiem chłopak nie zobaczył różowych plam na jej policzkach.
-No dobra, mogę z Tobą pójść. Ale obiecaj, że zostaniemy do końca imprezy, chciałabym dzisiaj zagadać do Louisa. Ehh, no wiesz o co chodzi. - powiedziała i ruszyła w stronę wyjścia ze szkoły.
-Spokojnie, przecież dzisiaj piątek. Możesz nawet potem u mnie przenocować jeśli nie chcesz żeby Twoi rodzice zobaczyli cię zalaną w trzy trupy.
-Dzięki. - powiedziała totalnie uradowana. - to do zobaczenia o dziewiętnastej ! - rzuciła szybko, dała mi całusa w policzek i poszła w stronę białego BMW ojca.
Ehh, nigdy jej nie zrozumiem.
***
-Dzięki za podwózkę, mamo. - powiedziałam, dałam całusa i wyślizgnęłam się z samochodu. - Oh, i Annie przyjdzie dzisiaj na noc. - powiedziałam na odchodnym.
-Kochanie, mnie z ojcem dzisiaj nie będzie w domu. Wrócimy jutro około 12, ponieważ Katherine i Bob mają dzisiaj trzydziestą rocznice ślubu. Ale spokojnie, ufam wam i wiem że nie podpalicie domu. - powiedziała i puściła oczko.
-Spokojnie, mamuś.- Odpowiedziałam.Uśmiechnęłam się i zamknęłam drzwi.
O Jezu, jaki ten budynek jest wielki. Same drzwi mają chyba trzy metry wysokości.
Mój wzrok przykuł wysoki brunet w lokowanych włosach stojący przed tym gigantycznym budynkiem.
Pewnie czekał na swoją dziewczynę. Miał malinowe usta, przeurocze dołeczki w policzkach i nieziemskie oczy. Path, ogarnij się ! Właśnie gapisz się na jakiegoś obcego faceta.
Ruszyłam w stronę drzwi.
Szlag by to, za nic nie chciały się otworzyć. Ciągnęłam je z całych sił, lecz drewniana powłoka za nic nie chciała się ruszyć. Eh, trzeba się zapisać na siłownię. Zrezygnowana opuściłam ręce. Po chwili zobaczyłam tego samego chłopaka, ale tym razem tuż obok mnie.
-Hmm.. nie żeby coś, ale jest napisane 'pchaj' a nie 'ciągnij'. - powiedział ochrypniętym, łamiącym się od śmiechu głosem i popchnął lekko drzwi, przepuszczając mnie w nich. Poczułam, że robię się cała czerwona, i mówiąc ciche 'dziękuję' weszłam do środka.
***

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz